Witam Serdecznie!
Człowiek o dziwnym wyrazie twarzy
Tristania była niewielką miejscowością, ulokowaną gdzieś między wzgórzami. Życie jej mieszkańców naznaczone było codzienną rutyną. Każdy dzień wydawał się być szarym, przygnębiającym i przytłaczającym w oczach ludzi. Cud, że w ogóle wychodzili z domu! Gdy tylko progi domostw opuszczali, przypominali przygaszone, senne istoty, którym czegoś brakowało. Wydawałoby się, że nic nie ulegnie tu zmianie i smutna kraina pozostanie taką.
Jeden z szarych dni rozpoczął się jak
zwykle, z jednym tylko wyjątkiem. Blady piekarz, który wyszedł rano do pracy,
zauważył przybliżającą się dość szybko dziwną sylwetkę ze wzgórza. Wieść o tym
rozeszła się szybko, więc zaintrygowani mieszkańcy powstrzymali się na moment
od swoich obowiązków - tak byli zainteresowani przybyszem. Gdy tylko nieznajomy
zjawił się na terenie wioski, a zrobił to szybko, bo przyjechał na rowerze,
wprawił miejscowych w konsternację. Tu i ówdzie szeptano i podkreślano dziwność
człowieka, który właśnie ich odwiedził.
Nagle tajemniczy mężczyzna zatrzymał
się i zsiadł z roweru. Jego zainteresowanie spowodowała szlochająca postać,
skulona na ziemi, oparta o zaniedbany murek. Była to siedmioletnia dziewczynka,
której rodzice od dłuższego czasu się do siebie nie odzywali. Tu i ówdzie szeptano
o ich rychłym rozwodzie, a co gorsza - szeptania owe nie
ominęły uszu biednej dziewczynki. Człowiek o dziwnym wyrazie twarzy spytał ją o
powód jej smutku. Dziewczynka, której głowa była dalej ukryta między kolanami, opowiedziała cicho, jak smuci ją cisza między rodzicami i
obojętność wokół. Przybysz powiedział do niej delikatnie, aby się nie martwiła
i poradził podnieść głowę do góry. Dziewczynka pociągając noskiem, podniosła
powoli główkę i spojrzała na tajemniczego gościa. Wtedy stało się coś
niespodziewanego. Dziewczynka odwzajemniła wyraz twarzy przybyłego - jej zalaną
łzami twarz rozjaśnił delikatny, nieśmiały uśmiech. Obserwatorzy tej sceny spojrzeli po sobie z lekkim zawstydzeniem. Widząc, jak
przybysz pomaga dziewczynce wstać i ją przytula, zrozumieli, że byli uczestnikami niezwykłej lekcji. Lekcji od nieznajomego, który drobnym gestem pomógł smutnej dziewczynce.
Tajemniczy człowiek wsiadł na rower,
odwrócił się do mieszkańców i obdarzył ich swoim pogodnym uśmiechem i ruszył dalej, gdzieś daleko. Prawdopodobnie, nigdy już nie odwiedził Tristanii i, nigdy też, nie poznano jego tożsamości. Wiadomo jednak, że po jego
wyjeździe sporo się zmieniło w smutnej, dotychczas, miejscowości, a przede
wszystkim nazwa. Tristania stała się Karitazją, a
jej mieszkańcy byli wobec siebie serdeczniejsi. Odkurzyli także swoje stare
marzenia, tak jak piekarz, który uświadomił sobie, że chciał być sławnym pisarzem. Natomiast rodzice małej dziewczynki stali się sobie
znacznie bliżsi i zapomnieli o dawnym kryzysie. Wszystko to dzięki jednemu
„dziwnemu” wyrazowi twarzy.
KONIEC.
Postcriptum:
"Tristania" wzięła swoją nazwę od słowa
łacińskiego tristis, znaczącego kogoś smutnego, ponurego.
Z kolei "Karitazja" pochodzi od łacińskiego słowa Caritas, znaczącego miłość, szacunek i
miłosierdzie.
Post edytowano: 10 II 2024.
Bardzo zmyślnie poprowadzona opowieść. Na moje oko nadaje się do jakiegoś większego rozwinięcia, można powiedzieć, że jest swojego rodzaju bazą pod dłuższe opowiadanie. Ot choćby o dalszych losach i sytuacjach jakie spotkały Nieznajomego. :)
OdpowiedzUsuńDzięki wielkie. Jak widzisz czasem coś tak błahego jak morela suszona, może urosnąć w jakimś pomyśle na wiersz do rangi czegoś niezwykłego.
Pozdrawiam!
A proszę uprzejmie. :)
OdpowiedzUsuńO to chętnie przeczytam kolejne opowiadania krótkie.
Dzięki za uznanie. Jakoś bardzo przypadła mi do gustu taka forma wypowiedzi, mam jeszcze parę abecedariuszy na przyszłość do wstawienia na blog.
Pozdrawiam!
Dzięki wielkie za duże uznanie dla mojego wiersza. Napisanie go zajęło mi może ze trzy minuty, wiec ta dynamika sama z siebie wyszła chyba. :) Zupełnie się nie starałem, a widzę, że osiągnąłem dobry rezultat.
OdpowiedzUsuńRównież dużo zdrowia, szczęścia, uśmiechu i Weny w 2016 roku.
:)
Pozdrawiam!