Witam serdecznie!
Od czasu do czasu zdarza mi się przeglądać w Sieci różne treści dot. japońskiej kultury. I kiedyś zdarzyło mi się trafić na pojęcie związane z tamtejszym folklorem o nazwie kitsunebi (jap. 狐火 - lisi ogień). Tym słowem Japończycy mieli określać tajemnicze kule ognia unoszące się w powietrzu i wierzono, że za ich tworzeniem stoją magiczne lisy. To właśnie to zjawisko zainspirowało mnie do ułożenia poniższej ballady.
Lisie ognie
już miesiąc upłynął odkąd Sylwester zniknął w gęstwinie leśnej
od tamtego czasu nikt go nie widział i w związku z tym ludzie we wsi
wiele już rzekli na ten temat i byli przekonani że wiedzą niemalże wszystko
Łucja nie przyłączała się do tych gorączkowych rozmów
już wystarczająco dużo o tym myślała za każdym razem
gdy robiła coś w domu
gdy szła do pracy
a już szczególnie wtedy gdy mijała ten las w którym on zniknął
im bardziej o tym wszystkim myślała tym bardziej czuła
jak jej serce rozsypuje się w drobny mak
ostatnimi czasy z zasłyszanych rozmów zdarzało jej się wychwytywać dziwne rzeczy
raz w sklepie zdarzyło się jej podsłuchać rozmowę dwóch pań
jedna z nich wspomniała, że jej mężowi zdarzyło się widzieć wieczorem
tajemnicze światła - w tym właśnie lesie - przypominające ogniste kule
ogniste kule w lesie - odrzekła jej rozmówczyni - droga pani przecież to sprawka
jakichś dzieciaków które mogły rozpalić ognisko w lesie - dla zabawy
Łucja słuchała tego nie wiedząc co to wszystko ma znaczyć
słońce dawno schowało się za horyzontem gdy Łucja zmierzała szybko do domu
wolała wrócić zanim ściemni się całkowicie
droga którą zwykle wracała biegła obok tego lasu
a wraz z nadejściem wieczoru stawał się on coraz bardziej upiorny
- jawił się niczym wielki cień wiszący nad okolicą
starała się na niego nie patrzeć - nie tylko dlatego że budził w niej niewytłumaczalną grozę
lecz także z tego powodu iż przypominał jej się wówczas Sylwester
mimo to coś ją podkusiło i zerknęła -
mrugnęła
światło - zdawało jej się że przez chwilę widziała
światło płonące w powietrzu niczym ogień
nie
niemożliwe - to musi być złudzenie
już miała ruszyć dalej gdy niespodzianie coś poruszyło się w krzakach
czując że zaraz serce podskoczy jej do gardła obejrzała się
lecz z krzaków wyskoczył lis - na ten widok Łucja odetchnęła nieco z ulgą
spojrzał na nią po czym wziął głęboki wdech
i wypuścił z pyszczka płomieniste światełko które zawisło w powietrzu
przed zdumioną twarzą Łucji a sam lis czmychnął w las
nie podoba mi się to - pomyślała Łucja i spróbowała ruszyć dalej do domu
lecz jej stopy powędrowały tam - ku ognikowi
ten zniknął kiedy tylko podeszła
wówczas nieco dalej w powietrzu zawisł kolejny płomyk
tam - za nim poszła a potem
tam - za następnym i jeszcze kolejnym
zagłębiała się w las w pogoni za lśniącymi światełkami
zahipnotyzowana iskrami tańczącymi w powietrzu
miała wrażenie że nie istnieje nic innego poza tymi ognikami
oświetlającymi ścieżkę mroczniejącej gęstwiny
światełka doprowadziły ją na polanę rozjaśnioną ogniskiem
wokół którego pląsały wesoło lisie figury w takt melodii znanej jedynie im samym
Łucja wpatrywała się z zachwytem w tę scenę
dopóki nie zauważyła wśród tańczących wyróżniającej się sylwetki
Sylwester
to Sylwester - Łucja poczuła się jak gdyby została wyrwana ze snu
zaraz chwila - czemu on tańczy z lisami na leśnej polanie
pomachała do niego lecz nie zwrócił na nią uwagi - zdawał się być pogrążony w transie
rozejrzała się uważnie i po ocenie otoczenia uznała
że zaczeka aż Sylwester znajdzie się w jej pobliżu
podrygując lekko dla niepoznaki zbliżyła się do tańczących
i gdy Sylwester znalazł się blisko niej chwyciła go mocno za dłoń
i szarpnęła z całej siły wyrywając chłopaka z lisiego kręgu
niektóre z lisów wciąż tańczyły
niektóre jednak zaszczekały na nich złowieszczo
więc Łucja ścisnęła dłoń Sylwestra i przyśpieszyła biegu
na wypadek lisiego pościgu
tym razem - o dziwo - żadne ogniki się nie pojawiały przed nimi
biegli prosto przed siebie
i w końcu - tak - udało im się
stali tak dysząc na drodze przy lesie
którą oświetlał blask Księżyca i gwiazd
nie słychać było ścigających ich lisów
jedynie delikatny szum liści
Łucja - rozległ się zdyszany cichy głos - co się dzieje
skąd my się tu wzięliśmy
spojrzała na zdezorientowaną twarz Sylwestra i odrzekła
- postaram Ci opowiedzieć jak dotrzemy do domu
tak w ogóle Sylwester czy Ty niczego nie pamiętasz
chłopak wzruszył ramionami a po dłuższej chwili odpowiedział
- na pewno wchodziłem do tego lasu a potem musiałem zasnąć - sam nie wiem
mam wrażenie że śniło mi się coś dziwnego - a potem jakbym się nagle obudził
Ty trzymasz mnie za rękę i biegniemy razem - umilknął na chwilę
po czym chwycił się za głowę mówiąc - nic z tego nie rozumiem
Łucja pokiwała głową - no cóż póki co też mam problem ze zrozumieniem tego
co się właśnie stało i co się działo z Tobą przez cały miesiąc
- jaki miesiąc - Sylwester spojrzał na nią z niedowierzaniem - przecież nie byłem tam długo prawda
długo - Łucja popatrzyła na niego z kamienną twarzą - wiesz co wróćmy już do domu
bo zapowiada się na długą rozmowę i musimy też ochłonąć po tym wszystkim
Łucja próbowała się roześmiać ale jej to nie wyszło
gdy znaleźli się nieco dalej od lasu obejrzała się mimowolnie
zdawało jej się że między drzewami widać coś jasnego
To wszystko.
Dajcie znać w komentarzu, co myślicie o balladzie, pt. lisie ognie.
Miłego dnia! 🔥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję Serdecznie za twoją opinię!
Wyrażam nadzieję, że twoje słowa pozytywnie wpłyną na dalszy rozwój niniejszego bloga.
Z wyrazami szacunku,
Luffina