sobota, 28 grudnia 2024

"Rytm 0" Mariny Abramović w limeryku

 Witam Serdecznie!


Najwyższa pora na kolejny post z serii spotkanie ze sztuką, w którym zagości limeryk powstały na bazie jednego z performansów Mariny Abramović, artystki urodzonej w 1946 r. w Belgradzie.


    Jej rodzice działali w partyzantce w czasie II Wojny Światowej, a następnie zajmowali ważne stanowiska w powojennym rządzie Jugosławii. Większość czasu spędzała jednak w towarzystwie swojej głęboko wierzącej babci. Marina interesowała się sztuką już jako dziecko i przez pewien czas malowała obrazy. Przypatrywanie się temu, w jaki sposób jeden z przyjaciół jej ojca tworzył obraz, uzmysłowiło młodej Marinie, że proces jest istotniejszy niż rezultat, a sama sztuka może być tymczasowa.

   W latach 1965-1970 studiowała na Akademii Sztuk Pięknych w Belgradzie. Studia podyplomowe ukończyła w Akademii Sztuk Pięknych w Zagrzebiu w 1972 r. Swoje pierwsze próby performatywne podejmowała we wczesnych latach siedemdziesiątych. Jej twórczość naznaczona była polityką i duchowością, które przeplatały się w jej domu rodzinnym. Głównym tematem swych prac uczyniła cierpienie i wytrzymałość ciała. Fascynowało ją to, na ile może przekroczyć swoje granice nie tylko fizyczne, ale też psychiczne. Jak mówiła Abramović w czasie swego wykładu w ramach "TED Talks", cierpienie jest czymś, czego ludzie się boją, więc ona te lęki inscenizuje przed publicznością, a poprzez tą inscenizację sama uwalnia się od tych obaw. W performansach przez nią wykonywanych jest ważna nie tylko ona jako artystka. Istotna też jest obecność publiczności, która swoimi reakcjami i działaniami współtworzy owe performanse w określonym czasie i w określonym miejscu.

wtorek, 24 grudnia 2024

kolędnicza pieśń

 Witam Serdecznie!


Poniższy wiersz świąteczny zrodził się z inspiracji dawnymi strojami kolędników. Zachęcam do zapoznania się z nim.


kolędnicza pieśń


w tę noc śnieży tak mocno 

można by pomyśleć 

że gwiazdy odrywają się od niebiańskiego sklepienia 

bo one również chcą dołączyć do wesołej zabawy 

w doborowym towarzystwie kolędników 

w fantazyjne stroje przyodzianych 

anioły i turonie wędrują śmiało od domu do domu 

drogą ozdobioną śnieżnym puszkiem 

niosą szopkę 

niosą gwiazdę 

niosą w sercach słodycz niewinności

nocną ciszę wypełnia takt kolędniczej pieśni

której towarzyszą śmiechy 

i kłapiące paszcze turoniów


Prócz tego mam wrażenie, że z tymi spadającymi gwiazdami zrobiłam małe (i dość nieoczekiwane) nawiązanie do Gwiezdnego pyłu Neila Gaimana.


To wszystko.

🎅

Moi drodzy, życzę Wam wesołych, spokojnych 

i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia!

🎄

piątek, 29 listopada 2024

w cieniu motylich skrzydeł

 Witam Serdecznie!


W niniejszym poście pragnę podzielić się z Wami takim oto wierszem.


w cieniu motylich skrzydeł


wysoko nad łąką zaczerwienioną od maków 

stonowaną miejscami przez niezapominajki 

motyl przepływa swobodnie na prądach powietrznych

piątek, 15 listopada 2024

listopadowa pora

 Witam Serdecznie!


Zapraszam do zapoznania się z poniższym utworem, który zrodził się z przemyśleń po jesiennym (konkretnie - listopadowym) spacerze.


listopadowa pora


myśli korowód krąży wokół Ciebie

gdy wędruję ulicami tą listopadową porą

ponuroszarą łapiąc w powietrzu 

listy listopadowe 

ze spisanymi wspomnieniami drzew 

o bogatej treści z której można się wiele nauczyć 


wszechobecna szarość stopniowo wysysa

wszelką intensywność z barw miasta

subtelne odarcie z energii wprawia świat w senność

i gdy tak idę to wśród tej sennej szarości 

dostrzegam kolory pomarańczowych liści 

wciąż utrzymujących się na gałęziach drzew 


przypominają drgający płomień 

zagrzewający do działania

próbujący wzbudzić w sercu nadzieję 

na lepsze jutro



To wszystko.


Dajcie znać w komentarzu, co sądzicie nt. tego wiersza.


Miłego Dnia! 🍃

poniedziałek, 21 października 2024

Wiersz z siostrami Sofonisby Anguissoli, które grają w szachy

 Witam Serdecznie!


Oto nowy post z serii spotkanie ze sztuką, w którym będzie mowa o włoskiej malarce Sofonisbie Anguissoli (ok. 1532, Cremona - 1625, Palermo). Jeden z jej obrazów posłużył mi za inspirację do ułożenia wiersza.


   Pochodząca z Cremony Sofonisba wychowywała się w zubożałej rodzinie szlacheckiej. Jej ojciec Amilcare stawiał na rozwijanie talentów swoich dzieci, więc w 1546 r. wysłał Sofonisbę i jej siostrę Elenę do pracowni Bernardina Campiego (1522-1591). Po trzech latach nauki Campi wyjechał do Mediolanu i nowym nauczycielem dziewcząt został Bernardino Gatti (1495-1576). 

    Ojciec starał się promować talent Sofonisby najlepiej, jak tylko mógł, np. poprzez wysyłanie obrazów Sofonisby wpływowym znajomym czy zabieganie u Michała Anioła o wsparcie. Michał Anioł zlecił dziewczynie wykonanie rysunku, który miał przedstawiać płaczącego chłopca. Około 1554 r. Sofonisba narysowała Chłopca uszczypniętego przez raka, na którym uwieczniła swego braciszka Asdrubale. Niedługo potem udała się do Rzymu, by dalej rozwijać swoje umiejętności. W roku 1559 wyruszyła do Madrytu na zaproszenie hiszpańskiej rodziny królewskiej, gdzie stała się damą dworu oraz nadworną malarką Elżbiety Walezjuszki, trzeciej żony króla Filipa II.